tutaj znajdzie się to, co nie może aspirować do miana wypraw, a mimo to jest warte mszy. oraz nowości.
Kategorie: Wszystkie | !Rower | !Wspin | Góry | Inne
RSS
poniedziałek, 01 czerwca 2009
Primus inter pares

Wróciłem z Trzech po Trzy. Było ciekawie, było trudno, było super! W miarę szczegółowa re(we)lacja nastąpi wkrótce, a póki co się pochwalę, a co! :)

Pierwszy na Bikestats.pl :)
piątek, 22 maja 2009
Trzy po Trzy

Ostatni tydzień maja zapowiada się fascynująco. Pora złapać trochę górskiego powietrza w opony i trochę metrów podjazdów w licznik. Dzisiaj wraz z Michałem Wolffem oraz Transatlantykiem (podczepia się do nas od z Nowego Sącza pojutrze) wyruszamy na trzydniowy wypad na Słowację. Wypad nazwałem Trzy po Trzy, ponieważ jest na trzech, trzy dni spędzimy w zasadniczej, słowackiej trasie oraz zamierzamy pokonać trzy prawdopodobnie najtrudniejsze podjazdy w tym kraju. Trzy podjazdy, a każdy z nas porachunki z jednym nich. Oto one.

Pierwszy - najmniej znany, do tego stopnia, że nawet nie wiadomo, jak się nazywa przełęcz, na którą prowadzi - zaczyna się we wsi Uhorna (położonej na zachód od Koszyc i Jasova) i na kilku kilometrach utrzymuje według znaku nachylenie 18%. Znakom obwieszczającym nachylenia co prawda generalnie wierzyć nie należy, ale tym razem mam wrażenie, że wiem, co mówię, bo to ja mam z tym podjazdem porachunki. W 2006 roku z Magdą jechaliśmy właśnie tamtędy i rzeźnickie nachylenie kompletnie nas zaskoczyło. Po próbach walki stwierdziliśmy, że efektywniej będzie prowadzić rowery i w ten sposób pokonaliśmy co najmniej 1,5 km drogi (relacja tutaj: dzień 4.). Niesmak pozostał, pora na zemstę! :)
Przy okazji zamierzam spróbować samodzielnie stworzyć profil tego podjazdu.

Z drugim podjazdem zeszłoroczne porachunki ma Transatlantyk. Jest to najwyższy punkt na Słowacji, do którego prowadzi droga kołowa, a konkretnie szczyt Kralova Hol'a w Niżnych Tatrach. Miejsce o tyle fajne, że stosunkowo rzadko jest szansa zdobyć na rowerze szczyt, a zwłaszcza szczyt o tak znacznej wysokości. Drogi z reguły prowadzą na przełęcze, bądź kończą się w górnych partiach dolin, a Kralova Hol'a jest jednym z relatywnie rzadko spotykanych wyjątków. Marek zmierzył się z nią na początku maja ubiegłego roku, ale śnieg zatrzymał go na wysokości ok. 1.600 m npm. Profil podjazdu wygląda tak.

Profil podjazdu  na Kralovą Hol'ę

Wreszcie trzecim podjazdem jest Velicke Pleso i schronisko Śląski Dom w Tatrach Wysokich - zdobyty w zeszłym roku przez Transatlantyka i mnie (wraz z Arkiem i Huannem), ale niezdobyty przez Michała, który wybrał się tam w styczniu (!!) 2009 i zatrzymały go kilkumetrowe śniegi. A oto profil:

Profil podjazdu  na Śląski Dom

Wypad zapowiada się więc ciekawie, "rozliczeniowo" (zemsta na Uhornej będzie słodka!!) i baaardzo trudno, bo oprócz wymienionych podjazdów czeka nas oczywiście całe mnóstwo innych (w tym najwyższa przełęcz na Słowacji, przez którą prowadzi droga, czyli Certovica w Niżnych Tatrach) oraz sto kilkadziesiąt kilometrów dzień w dzień. Liczę się z tym, że wypad (który w moim przypadku potrwa 6 dni - jeszcze trzeba dojechać rowerem na Słowację oraz stamtąd wrócić. A może i dłużej...? Ale to niespodzianka! ;) może być per saldo jeszcze trudniejszy niż zeszłoroczna wyprawa w Alpy. No, zobaczymy. Poniżej trasa wypadu (kółkami zaznaczono Trzy Podjazdy). Okej, poprzynudzałem, a teraz ahoj przygodo! :)

Mapa Wypadu Trzy po Trzy 2009

PS. Jeśli sprzęt elektroniczny nie zawiedzie, nasze postępy będzie można śledzić tutaj. Następny wpis na blogu dopiero w czerwcu.

środa, 20 maja 2009
Spała, bo za późno wstała

Ostatnio się zrobiłem śpioch. To dziwne, bo z reguły to zimą nie mogę się zwlec z wyrka, a wiosną jestem skowronek, a tu tymczasem w tym roku taki despekt! No, ale że w tygodniu i tak wstaję, bo muszę, to odsypiam w weekendy. Lenia mam generalnie, no co!

W ostatnią niedzielę jednakowoż stwierdziłem, że mimo późnego rozpoczęcia dnia (wylegiwałem się do godz. 11!) muszę jednak dokądś pojechać, bo mi to moje lenistwo bokami (i zwałami tłuszczu na nich) wyjdzie. A dokąd można pojechać jak się tak długo spało? Oczywiście:

Spała

Kościuszko na pomniku w Ujeździe też daleko nie ujechał i drzemał na stojąco w upale ściskając swego ptaka prawą, a pochwę lewą dłonią... Widzicie to nieprzytomne spojrzenie? Mój fizyk w liceum zawsze mówił, że to jest sztuka, spać z otwartymi oczami! :)

Pomnik Kościuszki w Ujeździe

Potem miałem niezłą polewkę, bo pojechałem do Konewki. Pojechałem, a tam patrzę, bunkier. Kolejowy! Przed nim zaś dwa Gaziki.

Bunkier w Konewce - przed nim gazik i mój wojskowy rower ;)

Jako że naprawdę chciało mi się już spać, a do domu jeszcze ponad 60 km, więc rozważałem powrót motorem...

Niemiecki motor przed bunkrem

... ale że Pan MOTORniczy za minutową rundkę wokół bunkra zawołał 6 zł, więc nawet bałem się spytać, ile by wziął za ponadgodzinną jazdę do Łodzi... Wsiadłem więc na Gazik i popedałowałem. W sumie to była fajna, choć stosunkowo niedługa wycieczka :)

poniedziałek, 18 maja 2009
Ładne halo!

... było w piątek nad Łodzią. O takie, o:

Halo!

Z podziękowaniami dla Wojtka, który specjalnie zadzwonił, żeby mi na nie zwrócić uwagę :)

sobota, 16 maja 2009
Peribaltica 2008 reloaded

I oto nadszedł czas, by podzielić się z Szanownymi Czytelnikami impresją z mojej ostatniej wyprawy rowerowej, tj. "Na pierwsze Danię, a na drugie Rugię". Wyprawa odbyła się na przełomie września i października 2008, więc nieco to trwało nim zebrałem się i materiał, ale mam nadzieję, że nie nudziliście się, czekając ;)

Impresja jest filmowa i - jak to nierzadko w moich filmach bywa - więcej w niej czego innego niż jazdy i więcej jaj niż relacji. Z góry przepraszam i życzę miłego odbioru ;)

czwartek, 14 maja 2009
Ta historia wydarzyła się naprawę

... czyli zlot forum PodróżeRowerowe.info.

Zlot był planowany od dawna. Konkretnie to jakoś tak od lutego. Przyznam, że był też wydarzeniem, na które oczekiwałem z niecierpliwością, ponieważ na naszym forum jest mnóstwo fajnych ludzi i aż chciało się poznać tę ferajnę osobiście! :D

I tak oto, 22 kwietnia, tj. na dwa dni przed oficjalnym rozpoczęciem zlotu w Podlesicach, w sposób faktyczny zainaugurowaliśmy go Transatlantyk i ja poprzez spotkanie w Babach k. Piotrkowa (Transatlantyk "przypłynął" aż z Nowego Sącza! :)

Nazajutrz rano wyprawiliśmy się we dwóch do Łowicza, odebrać Remigiusza, który dotarł tam pociągiem "Niemen" z Gdańska. Dziwny jest teeeen pociąąąąg...

Pociąg Niemen

... a Warszawa - Dobra :)

Drogowskaz: Warszawa, Dobra

Objechawszy Łódź dalekim łukiem od wschodu i niejako mimochodem machnąwszy 200 km, zajechaliśmy do mnie w sam czas, żeby przyjąć kolejnych dwóch gości, tj. Vagabonda oraz RafałaB, którzy w międzyczasie dotarli do Łodzi z Konina i Łukowa. Po zaskakująco krótkim wieczorze (wszyscy byli tak zmęczeni? ;) poszliśmy wcześnie spać.

Remigiusz i Transatlantyk w Szczecinie ;)

Nazajutrz trasa wypadła nam znaną mi doskonale drogą na Jurę. Ekipa pedałowała dzielnie, a w Bełachtowie przygarnęliśmy jeszcze jednego forumowicza, tj. Szkodnika. Ponieważ pogoda i siły dopisywały, więc po drodze zahaczyliśmy o najpoważniejszy podjazd środkowej Polski, tj. Górę Kamieńsk (ok. 200 metrów przewyższenia, średnie nachylenie ok. 6%, maksymalne ok. 13%). Transatlantyk był bezkonkurencyjny, choć Remigiusz dzielnie mu siedział na kole prawie do samego końca. Ja musiałem się zadowolić niezagrożonym trzecim miejscem ;)

Potem był już sam zlot, o którym można by wołową skórę zapisać, ale chyba nie jestem w stanie tego dokonać - kto nie był, niech przeczyta felietonik Remigiusza, potem niech żałuje za grzechy i przybywa za rok! Było bowiem po prostu rewelacyjnie! :)

Droga powrotna (tym razem w przemiłym towarzystwie Szkodnika i przez chwilę również Vagabonda) upłynęła przyjemnie, bo z wiatrem i tak oto zakończył się trwający w sumie cztery doby zlot naszego wspaniałego forum. Do zobaczenia za rok! :D

poniedziałek, 11 maja 2009
Skąd Litwini wracali?

Z trzydniowej wracali wycieczki! ;)

Bo oto nazajutrz było Wilno. Miasto ładne, miasto pagórkowate. Klimatem łączące wschód z zachodem. Mało w nim paskudnych komunistycznych pozostałości, za to sporo zabytkowych (choć nieco zaniedbanych) kamieniczek, kościołów. Poza tym Ostra Brama, ładny cmentarz na wzgórzu i atmosfera jednej wielkiej imprezy (co drugi róg w centrum grał jakiś band albo didżej na żywo. Ciekawe, co to za okazja - nie chce mi się guglać, ale wyglądało na to, jakby 2 maja był jakimś ichnim świętem :)

Wileńskie krajobrazy
Cerkiewka pod Wilnem
Pałac w Wilnie - czyżby prezydencki?

Pod miastem był ciekawy pomnik psa...

Pomnik psa

... a niedaleko człowiek jadący na psie, czyli jeździec apokaliPSY ;)

Minimotocykl

Ponieważ robiło już się późno, więc wzięliśmy dupy w Troki i pojechalilśmy do Troków ;) Jest to urocze miasteczko położone na cyplu między dwoma jeziorami z zamkiem na wyspie. Tamże spotkaliśmy bardzo ciekawą osobistość. Pana, który piechotą wędruje z wózkiem ze Szczecina do Wilna.

Ryszard Tunkiewicz

Pan Ryszard śpi na dziko, myje się w rzekach i jeziorach, i z nich czerpie wodę do picia. Spotkawszy nas, miał już przebyte ponad 1000 km w miesiąc i za trzy dni planował kończyć trasę pod ambasadą polską w Wilnie. Miło było spotkać kogoś tak niezwykłego! :)

Nocleg wypadł nam kilkanaście kilometrów za Trokami pod wsią Grendave. Nazajutrz - po czterech dniach mniej lub bardziej uporczywej walki z wiatrem mieliśmy wreszcie mieć go w plecy...

Obóz drugi

Ale oczywiście następnego dnia wiatr... się odwrócił! I chociaż słabo, wiał teraz z południowego zachodu. No cóż za pech, no! W związku z tym, cicho jak cienie pomknęlismy ku polskiej granicy. Właściwie to by się zgadzało - jeden rowerzysta, ale cienie cztery... ;)

Rowerzysta jeden, a cztery cienie! ;)

Wbrew obawom szło nam dobrze i na czas bylismy w Augustowie, skąd chłopaki mieli pociąg powrotny do Białegostoku, ja zaś popedałowałem do Grajewa, by przenocować w znajomej już z drogi w tamtą stronę kwaterze.

Kolejnego dnia miał nastąpić powrót rowerem do Łodzi, ale szósty dzień z rzędu walki z wiatrem okazał się być ponad moje siły psychiczne i tak oto w Ostrołęce wymiękłem i wsiadłem w pociąg. Z przesiadką w Tłuszczu i Warszawie Wileńskiej datarłem wreszcie po godz. 18 na Łódź Fabryczną i tak oto zakończył się bardzo udany wypad na Litwę.

Statystyki:
Czas trwania wypadu: 6 dni
Dystans całkowity wypadu: 1.111,8 km
Maksymalny dystans dzienny: 354,7 km (rekord życiowy)
Więcej statystyk tutaj i w następnych wpisach.

PS. A już po kilku dniach Toosh miał gotowy film! :)

sobota, 09 maja 2009
Litwo, obczyzno moja!

Po sportowo-wyczynowym dojechaniu nad Wigry i zaliczeniu rekordu dystansu dziennego pora była zacząć się rozkoszować rekreacyjną stroną wyjazdu. Pora była się też spotkać z ekipą.

Nasza litewska ekipa - kliknij, aby poowiększyć

Eklipę przywiózł spóźniony pociąg z Białegostoku i po szybkim zapoznaniu się podążylismy w kiedunku Budziska i litewskiej granicy.

Nasza litewska ekipa w drodze
na granicy Litwy

Tego dnia wiało w pysk chyba jeszcze gorzej niż wczoraj. Wiatr był zimny (podczas gdy wczoraj był upał), porywisty i silny. Naprawdę dziękowałem losowi, że dziś już mam przy sobie Ekipę, gdyż jadąc sam, chyba bym się zwyczajnie poddał. Tymczasem w piątkę posuwaliśmy się naprzód dość sprawnie, pracując zgodnie przy walce z wiatrem i stanowiąc naprawdę zgraną grupę.

przed Kownem

Przy okazji chciałbym przekazać słowa uznania dla litewskich kierowców. Mimo że jadąc klasycznym wachlarzem niejednokroć zajmowaliśmy całą szerokość pasa na zwykłej jezdni, to jednak nikt na nas nie trąbił! Każdy doganiający ciepliwie czekał na możliwość wyprzedzenia naszego peletoniku dokładnie tak, jakbyśmy byli - nie przymierzając - traktorem, który nie może zamienić się na zawołanie w węża ;)
Za inteligencję, szacunek i kulturę litewskich kierowców wielkie brawa!!

Tak walcząc z przeciwnościami dotarliśmy do Kowna. Miasto samo w sobie nie rzuca na kolana i przyznam, że byłem nieco rozczarowany. Jedyną godną uwagi budowlą było coś, co nazwano zamkiem, a tak naprawdę nie wiadomo było, co to ;)

Zamek w Kownie

Po przebiciu się przez miasto zrobiło się późno, więc podążyliśmy w stronę miejsca zaplanowanego noclegu. Miejsce znajdowało się gdzieś w 1/3 drogi do Wilna i było miejscem dzikim. Po niezbyt długich poszukiwaniach w bok od szosy udało nam się namierzyć niezłą miejscówkę, ale po chwili przyszedł jakiś miejscowy i zaczął coś niezrozumiale marudzić. Wynieśliśmy się więc. Kolejna próba (na obrzeżach sadu w pobliżu miejscowości Žiežmariai) była już udana i noc spędziliśmy kulturalnie, choć nieco marznąc.

Nasz obóz

Ciąg dalszy nastąpi...

czwartek, 07 maja 2009
Składakiem nad Wigry

Podczas tegorocznej majówki przyszła pora na pierwszy poważniejszy wypad na nowym Surly. Sprzęt, forma i pogoda dopisywały, pozostało wybrać cel. Drogą eliminacji ("coś za granicą, ale niedaleko, łatwo dostępne, ale takie, że jeszcze tam nie byłem") padło na Litwę. Wkrótce też dzięki forum udało się dołączyć do ekipy planującej wypad własnie w tamte rejony. Umówilismy się 1 maja raniutko w Suwałkach. Pozostawiając sobie dwa dni na dotarcie na miejsce (dobrze ponad 400 km) ruszyłem o piątej rano nowym Składakiem nad Wigry...

W okolicach Sochaczewa było Mnóstwo Zakazów i Zmiana Organizacji Ruchu.

Niesamowity znak

Potem było dużo jazdy w ruchu i upale, i generalnie niewiele wspomnień, gdyż chodziło o to, żeby dojechać tego dnia na miejsce, a przynajmniej jak najdalej. Stąd następna fotka - powstała dopiero za Ostrołęką - to udokumentowanie pierwszej rowerowej (a chyba i w ogóle pierwszej) mojej wizyty w Podlaskiem.

Wojeództwo Podlaskie, Powiat Łomżyński, Gmina Miastkowo

Ściemniało się powoli, a za mną było ok. 300 km tego dnia, kiedy dotarło do mnie, że jednak aż do Suwałk nie dam rady, gdyż musiałbym jechać jeszcze prawie całą noc, a na to nie miałem ochoty. Poprosiłem więc Magdę o namiary na noclegi w Grajewie (dziękuję za pomoc! :) i skupiłem się na pobiciu rekordu dziennego (wynoszącego dotąd 333 km). W Grajewie byłem o ghodz 23:30 i miałem 357 km na liczniku. Jest! Udało się! Rekord dystansu dziennego pobity!, na dodatek ze sporym bagażem (cały tył roweru obładowany), z bocznym i przodobocznym wiatrem, i z rewelacyjną jak na te warunki średnią! :D

Poszedłszy spać około pierwszej w nocy, kimałem do oporu. Opór nastapił jakoś ok. 9 rano. Zebrałem się i po 10 wyjechałem w dalszą trasę. Ze względu na fakt, że miałem do dyspozycji czas aż do nazajutrz rano, postanowiłem nie jechać najkrótszą drogą, tylko zahaczyć o (również nieodwiedzone dotąd rowerowo) województwo warmińsko-mazurskie.

Wojeództwo Warmińsko-Mazurskie, Powiat Ełcki, Gmina Prostki

I tak przez Ełk i Olecko się turlałem, a wiatr w tym czasie zaczął wiać z północnego-wschodu i przybrał na sile. Zrobił się też porywisty i generalnie bardzo, bardzo nieprzyjemny, tym bardziej że wiał niemal w pysk. Przed Suwałkami, po zrobieniu tego dnia głupich 95 km byłem już wykończony. W mieście trochę odżyłem, a kiedy wydostałem się wreszcie na drogę ku jezioru Wigry (kwaterę miałem upatrzoną nad samym jeziorem), to wrócił mi humor i ochota do jazdy i życia :)

Wreszcie, krótko przed godz. 18 ujrzałem taki oto widok.

Surly w Wigierkim Parku Narodowym

A wkrótce potem byłem już zakwaterowany w przeuroczym drewnianym domku pod adresem Stary Folwark 42 (polecam serdecznie - mili gospodarze, tanio, schludnie, przyjemnie!) i podążałem nad pobliską taflę jeziora, by uczynić zadość tytułowi niniejszego wpisu. Zadość wygląda tak.

Składak nad Wigrami

Wreszcie, po pysznym jedzeniu w knajpce regionalnej wskazanej przez Panią Gospodynię oraz obejrzeniu krzywych grobów...

Groby Krzywe

...udałem się na zasłużony spoczynek. Jutro pobudka o godz. piątej. Ciąg dalszy nastąpi...

wtorek, 05 maja 2009
Bez fałszywej skromności...

... przyznam się, że po ostatnim wypadzie Składakiem nad Wigry oraz na Litwę (o którym mowa będzie w następnych notkach) objąłem pierwszą lokatę w tegorocznych statystykach wiadomego serwisu. Ale mało tego! Zdobyłem też najwyraźniej...

Uznanie na wszystkich kontynentach

... mam...

Trzy lata doświadczeń

(dlaczego niby tak mało?) oraz jestem...

Najlżejszy na świecie

... co już z całą pewnością jest lekką przesadą ;)

Mimo to gratuluję sobie stosunkowo wysokiej lokaty oraz życzę nieustającego dobrego samopoczucia :p

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
O autorze
ZaliczGmine.pl button stats bikestats.pl Moje tegoroczne wycieczki Moje zeszłoroczne wycieczki