tutaj znajdzie się to, co nie może aspirować do miana wypraw, a mimo to jest warte mszy. oraz nowości.
Kategorie: Wszystkie | !Rower | !Wspin | Góry | Inne
RSS
niedziela, 11 kwietnia 2010
Wieniec kończy dzieło*
Oszronione: namiot i rower

Ogłaszam oficjalnie, że przestało mi się chcieć prowadzić ten blog :P

Może czasem coś będzie, a może nie ;)

Poza tym, jako człowiek z gminu, ostatnio popełniłem Potworny Błąd ;)

Gmina Potworów, Gmina Błędów

Przeto udaję się na...

Browarek 1

... i ogłaszam całkowity

Zakaz wprowadzania psów, zakaz pozostawiania psów, zakaz fotografowania
*(c) chyba Wujek Samo Bro (?)
sobota, 20 lutego 2010
Płońsk, Płońsk, Płońsk parlamencie!

Pierwszy wypad (--> trasa z przynajmniej jednym noclegiem poza domem) w tym roku odbył się w ostatni weekend stycznia. Koszystając z niezłej pogody wsiedliśmy z Danielem na skrzydła południowo-zachodniego wiatru i polecieliśmy!

Było nawet niezbyt zimno, ot na bluzę plus kurtkę paclite, a w Płocku wyszło nawet słońce (chyba po raz pierwszy w tym roku)

Strój styczniowy

Wszelako pod wieczór się ochłodziło, a że i kierunek zmieniliśmy i ostatnie 20 km jechaliśmy na południowy wschód, więc do Płońska, po nieco ponad 200 km, dojechaliśmy nieco wymięci.

Jednak po dobrze przespanej nocy wypadałoby popedałować dalej - choćby nawet pod wiatr. No to jedziemy! I wszystko byłoby dobrze, gdyby Miki, tchórz jeden...

Tchórz 1

... nie przestraszył się głupich Sromów trzech.

Sromów trzy

Ale w sumie może i trudno mu się dziwić, te "ruchome rzeźby" brzmią przerażająco...

Ruchome rzeźby sromów

Tak czy owak z podkulonymi błotnikami ;) pojechaliśmy do Łodzi i tyle nas widziano ;)

Statystyka wypadu.

poniedziałek, 28 grudnia 2009
Od zmierzchu do świtu

...czyli Nocna Masakra ;) w najdłuższą noc roku.

Chyba ze dwa lata temu zaświtał mi pomysł, żeby przejeździć najdłuższą noc w roku rowerem. Wszelako - o ile pamiętam - wówczas przyszedł mi on głowy już po świętach, a więc po ptokach ;) W zeszłym roku tak wyszło, ze nie miałem z kim jechać, a samemu w nocy jakoś łyso. Wreszcie w tym znalazł się Godny Towarzysz, więc ruszyliśmy :)

Przygotowani byliśmy na mróz, ostatnia niedzielna wycieczka przy -13 ujawniła braki w ekwipunku, więc przed świętami kupiłem rozmrażacz do szyb (żeby odmrażać napęd), pożyczyłem łapawice (żeby do środka wsadzić chemiczne ogrzewacze) i nakupiłem wysokokalorycznego żarcia (bo wyglądało na to, że przy mocno ujemnych temperaturach organizm pochłania coś z 400 kcal na godzinę (!). Mróz jednak zawiódł, a zamiast tego na święta przyszła odwilż. Szczerze mówiąc, w to nam graj! Kiedy o 15:30 spotkaliśmy się na Placu Wolności było 12'C. Właściwie chłodnawy sierpniowy wieczór w okolicach godziny 20 mógłby wyglądać tak samo...

Przed startem

Start o 15:36, dokładnie o zachodzie słońca (wg Google). Prognoza mówiła, że w nocy temperatura ma spaść do +2 stopni i ma wiać silny zachodni wiatr. Póki co jednak jest prawie cisza. Uderzamy więc na zachód, żeby potem polecieć z wiatrem. Na pierwszy ogień: Koło.

Pomykamy w ciemnościach przez Lutomiersk, Puczniew, Mianów. Tam zgubiłem część panelu od sigmy - usłyszałem, jak upada na ziemię, ale nie byliśmy w stanie znaleźć w ciemnościach. Swoją drogą zabawny widok: dwóch facetów w kamizelkach odblaskowych, w czołówkach i z dodatkowymi lampkami w rękach idzie powolutku szosą gapiąc się w asfalt: "Wiesiu, uważaj, tu jest trudny moment! Nie wywróć się!" ;) Około piętnastominutowe poszukiwania nic jednak - jako się rzekło - nie dały i ruszyliśmy dalej.

Postój w Mianowie
Nie wszystko rower, co się świeci ;)

Kałów, Góra Bałdrzychowska, Porczyny, Uniejów (tu już zaczęło naprawdę solidnie wiać), Chełmno i aż doKoła ;) Stąd miała być idylla: krajową "dwójką" prościutko na wschód...

Postój w Kole

A oto, jak wiało z zachodu:

Postój w Kole

I faktycznie, ruszyliśmy z Koła o 21:30 i leciało się bajecznie. Do Krośniewic nie schodziliśmy poniżej 30 km/h. Na skrzyżowaniu z krajową "jedynką" okazało się, że całość została gruntownie przebudowana i Krośniewice zyskały północną i zachodnią obwodnicę. Nareszcie skrzyżowanie dwóch najgłówniejszych dróg w Polsce jest bezkolizyjne :) Trochę co prawda z tego powodu nadrobiliśmy, ale warto było :)

Dalej nadal dobrze się leciało, aż do Łowicza, ale we znaki dało się już zmęczenie - minęło 9 godzin w trasie i zbliżaliśmy się do granicy 200 km. Prędkość spadła, ale wciąż utrzymywała się w okolicach 27 km/h. W sumie na odcinku od Koła do Łowicza średnią wywindowaliśmy z 23,5 na 25,5 :)

W mieście dłuższy postój na stacji benzynowej - kanapki, toaleta, rozgrzanie (zrobiły się zaledwie 3 stopnie) i takie tam ;) Okazało się, że Pan Sprzedawca ze stacji jest sakwiarzem i w bodaj w zeszłym roku wybrał się z Domaniewic (koło Łowicza) do Rzymu :) czas leciał szybko na miłej pogawędce, ale trzeba było ruszać dalej.

Po dwóch kilometrach zawracamy - Daniel zostawił na stacji portfel! Zguba tym razem jednak się znalazła i znów lecimy (już przy raczej bocznym wietrze) na Nieborów. Siły powoli uchodzą - mamy w nogach 220 km i zaczynamy się zastanawiać nad tym, jak daleko jeszcze do łóżka. Zbliża się godzina 3 nad ranem... W Skierniewicach robi się paskudna nawierzchnia i pod wiatr. Tempo spada błyskawicznie - z ok. 25 do ok. 15. Ten powrót będzie masakrą... Nie muszę dodawać, że kompletnie nam się odechciało fotografować...

Do Jeżowa chcieliśmy (no dobra, ja chciałem :p) dotrzeć skrótem przez Gzów (raz już tamtędy jechałem), ale skrót okazał się długawy (choć mniej-więcej zgodny z mapą) i w sumie nie wiem, czy zamiast zaoszczędzić kilometr aby z pół nie nadłożyliśmy. Poza tym nawierzchnia była na nim kiepska, a w nocy - nawet jak się ma dwie dobre lampki i jedzie obok siebie - to jednak jest to problem. No, ale wreszcie Jeżów. Odpoczywamy pod kościołem, ale krótko, bo zimno przy tym zmęczeniu już daje się we znaki. Po raz pierwszy zakładam na postoju puchówkę. Teraz już tylko pod wiatr...

Postój w Jeżowie

Odcinek do Brzezin ciągnie się niemiłosiernie. Pagórki i coraz okropniejszy wmordęwind. Jak na zbawienie czekamy na kolejne punkty orientacyjne: zjazd do lasu, potem olbrzymi silos po prawej, przejazd kolejowy, następny (tym razem ostry - do 6% - zjazd), kolejny las i już "zajebiście długa wieś" przed Brzezinami, czyli Przecław. Wleczemy się jak krew z nosa, cały czas leciutko pod górę, ale niestety nie na tyle, żeby osłoniło od wiatru, który dochodzi już - tak na oko - chyba do 8 m/s! Rzeźnia!

W Brzezinach zatrzymujemy się na czynnej - na szczęście! - stacji benzynowej. Wciągamy po kanapce, pijemy gorącą herbatę i cholernie niemrawo ruszamy dalej. Zaczyna świtać... Po chwili prawie załamuje nas drogowskaz "Łódź: 19 km" - ja pierdziu, pod taki wiatr to będzie jeszcze z półtorej godziny!! I rzeczywiście tyle jechaliśmy - ze stacji wyruszyliśmy punkt siódma, a na Placu Wolności jesteśmy o 8:30, czyli 41 minut po czasie (wschód słońca był o 7:49). No, ale jesteśmy!! Pamiątkowa fotka z sylwestrową estradą na Kościuszce, wzajemne podziękowania i każdy leci do siebie.

Zakończenie imprezy na Pl. Wolności

300 km stuknęło mi tuż przed placem, więc plan zrealizowany. Do domu docieram absolutnie wypluty. Patrzę na średnią: od Skierniewic spadła z 25,5 do 23. W sumie i tak nieźle. Potem wyliczyłem, że ostatnie 75 km jechaliśmy ze średnią 16,3. Po tempie spodziewałem się raczej ok. 14...

Nic to, udało się! Najdłuższa noc w roku przerowerowana! Trzysetka w grudniu (i zarazem druga w moim życiu zimowa, a raptem piąta w ogóle - zaś dla Daniela to w ogóle debiut na takim dystansie i rekord życiowy) zrealizowana! Hurra! No i spać...

Dla dociekliwych, oczywiście, statystyki.

czwartek, 24 grudnia 2009
No i stało się

Marzenia się spełniają. Dziś przekroczyłem granicę 20.009 km przejechanych w ciągu roku kalendarzowego. Jako że rok 2009 ma się ku końcowi, a plan został zrealizowany, pora na małe podsumowanie.

Liczby co prawda nie mówią wszystkiego, ale już po nich widać, że rowerowo był to mój najbardziej udany sezon w życiu. Wszelako skoro nie mówią, to wymieńmy i inne powody. Przede wszystkim wybrałem się na najpoważniejszą z dotychczasowych wyprawę rowerową i wyprawa ta była naprawdę świetna. Zacny towarzysz, wymagające góry na całej trasie, zmienna pogoda od alpejskich ulew i burz po niesamowite upały na Bałkanach, fantastyczne widoki, mordercze podjazdy, wielka przygoda. To wszystko tam było ze mną, a także dużo, dużo więcej. Może kiedyś i ja to opiszę...

Po wtóre dlatego, że po intensywnym sezonie 2008 nie straciłem motywacji do jazdy. Szczerze mówiąc, trochę się tego obawiałem, a nawet na początku tego roku sporo na to wskazywało. Swoje dołożyły też pewne niepowodzenia osobiste pod koniec roku 2008. Jednak przyszła wiosna, a mnie znów wyrosły skrzydła, a właściwie opony i już w marcu pobiłem rekord życiowy dystansu dobowego (i zarazem pojedynczej wycieczki). Później w 2009 roku rekord ten poprawiłem jeszcze dwukrotnie :) Pod koniec roku co prawda nieco "spocząłem na laurach", ale miałem Swoje Powody (no, może jeden ;)

Wreszcie dlatego, że złożyłem fantastyczny, nowy rower. Muszę przyznać, że jestem z niego coraz bardziej dumny. Konfiguracja okazała się pod każdym względem trafiona w dziesiątkę, dość powiedzieć, że poza planową wymianą łańcucha, pierwszą przyczyną, z okazji której musiałem przy nim grzebać była wymiana klocków hamulcowych z tyłu po przejechaniu... 12.500 km!! Z tego dobrze ponad 4.000 z bagażem i w poważnych górach. Myślę, ze to mówi samo za siebie :) A komu nie mówi, to wyjaśnię: w poprzednich rowerach maksimum wytrzymałości klocków hamulcowych to było około 4.000 km, a po 12.000, to się i kasety wymieniało :)

To był naprawdę niezwykle udany rok. Jakby mało było wszystkiego co powyżej, to pod koniec 2009 spotkały mnie dla odmiany wielkie powodzenia osobiste... Życzę więc sobie (a i p.t. Czytelnikom - niech tam! ;) bogatego Mikołaja i równie udanego roku 2010. Bo obawiam się, że to, aby był jeszcze lepszy, jest po prostu fizycznie niemożliwe :)

niedziela, 20 grudnia 2009
Grudnie Reymontowskie ;)

No to nieźle dzisiaj z Danielem pojechaliśmy! Miała być lajtowa wycieczka, a wyszedł niezły hardkor ;)

No bo tak: w takiej scenerii i przy minus 13 stopniach jeździ się całkiem przyjemnie...

Daniel na Śnieżnej Drodze ;)

... pod warunkiem, że jest się odpowiednio ubranym. My byliśmy. Tak się przynajmniej z początku wydawało. Pomykaliśmy więc przez lasy i pola aż do Koluszek, gdy wtem!

Kaseta zawalona śniegiem

... okazało się, że moja kaseta zamarzła, a ściślej obrosła zamarzniętym śnieżnym błotem i od tego momentu miałem rower bez przerzutek ;)

Wszelako jechaliśmy dalej. Aż do Grudni Reymontowskich, które okazały się być spontanicznym celem spontanicznej wycieczki ;)

Grudnie Reymontowskie ;)
Daniel na Śnieżnej Drodze ;)

Jechaliśmy sobie przez lasy i pola i było nawet przyjemnie, dopóki nie zaczęły marznąć mi ręce. Z przyczyn nieznanych, bo wcześniej było równie zimno, a nie marzły. Doszło do tego, że do Strykowa dojechałem bez czucia w czwartym i piątym palcu każdej z rąk.

Daniel na Śnieżnej Drodze ;)

Potem było odmarzanie w markecie a dalej już Nocna Masakra. Ze Strykowa wlekliśmy się (bądźmy szczerzy - ja się wlokłem, jakoś mi kompletnie "odłączyło prąd") ze prędkościami rzędu 14-17 km/h. Co prawda lekko pod górę (ze Strykowa na Rogi w sumie 100 m przewyższenia, co na biegu przystosowanym do wyższych prędkości nieźle mnie zczochrało)) i pod wiatr, ale co to za usprawiedliwienie? Odżyłem dopiero w Łodzi, po zjedzeniu na stacji benzynowej dwóch kanapek. Dojechałem już w całkiem dobrym stanie i w sumie właśnie dochodzę do wniosku, że to była wprawdzie Bardzo Wymagająca, ale w sumie udana wycieczka :)

Statystyki i pierwsze wrażenia można jak zwykle znaleźć tutaj.

sobota, 12 grudnia 2009
Balkalpin 2009 reloaded :)

Stało się! Zmotywowany przez Natalię z forum i jej fantastyczny, nowy, film z wyprawy RuBuTu 2009, który można obejrzeć w poprzednim wpisie, postanowiłem i ja się wreszcie wziąć do dzieła, tym bardziej, że od niedawna jest na czym montować :)

Zanim jednak zaproszę na seans ;) należy się złowo wstępne. Otóż film został nakręcony podczas wyprawy Balkalpin 2009, a inspirowany był w dużym stopniu tym oto Dziełem. Dzieło rozbawiło mnie do łez bliskości, stąd i inspiracja głęboka. Kto nie zna Dzieła, niechże najpierw raczy je obejrzeć. Przynajmniej do momentu ustanowienia "rekordu", proszę. Może być ciężko, ale przed oglądaniem mojego filmu to niestety obowiązek ;)

A kto już przebrnął przez Dzieło i ma ochotę na coś lżejszego, niechże rozsiądzie się wygodnie i kliknie trójkącik w lewym dolnym rogu. Zapraszam :)

wtorek, 08 grudnia 2009
Żółta koszulka

Mało ostatnio piszę, ale nie mogę narzekać na brak wydarzeń godnych opisania. Po prostu nie mam czasu, a poza tym mi się nie chce :p Aczkolwiek w ostatni weekend było już nazbyt fajnie, żeby i to przemilczeć. Wszelako ponieważ nadal mi się nie chce, więc poprzestanę na powodzie wypadu do Wrocławia, którym były Pierwsze Wrocławskie Spotkania Podrózników Rowerowych. Z prezentowanego materiału najbardziej przypadł mi do gustu najnowszy film grupy Na Azymut:

Ale oczywiście największą atrakcją było after party oraz pokazaniu prezentu imieninowego, który mi sprawili niezawodni forumowicze :)

Żółta koszulka lidera
Żółta koszulka lidera

Przy okazji machnęło się z Serweczem coś ok. 456 km w trzy dni, co jak na grudzień jest wynikiem przyzwoitym ;)

Było świetnie! :)

sobota, 31 października 2009
Jestem, jestem

I nawet jeżdżę, tylko pisać mi się nie chce :p

Cóż począć, zima ;)

W tej sytuacji można by chociaż zapodać jakieś wspomnienie sprzed lat czy cóś, ale tego też mi się nie chce :p

Dobra, niech będzie taka piękna katastrofa, którą tego lata widziałem w Rumunii gdzieś między Sibiu a Medias. Smacznego ;)

Spalona fabryka
piątek, 04 września 2009
ROAD (Ruch Obywatelski Akcja Demokratyczna ;)

W związku z tym niusem, a także z tym, tym, tym i wieloma innymi oraz z faktem, że nadarza się okazja nie lada, że ktoś chce znowelizować kodeks drogowy z myślą o rowerzystach, postanowiłem napisać list otwarty do posłanki Ewy Wolak z propozycją jednej, ale za to dla wielu osób bardzo istotnej zmiany w Prawie o ruchu drogowym. Chodzi mianowicie o to, żeby znieść przymus korzystania ze ścieżki rowerowej w miejscach, gdzie nie ma zakazu ruchu rowerów na jezdni dla tych rowerzystów którzy:

  • posiadają prawo jazdy dowolnej kategorii (czytaj: umieją się poprawnie zachować w ruchu drogowym)
  • posiadają polisę odpowiedzialności cywilnej za szkody spowodwane ruchem pojazdów (czy to "specjalistyczną" polisę dla rowerzystów czy też w formie dodatku do innego ubezpieczenia, np. oc w życiu prywatnym).

Poniżej proponowana treść listu otwartego. Prosiłbym osoby zainteresowane o ewentualne uwagi do jego treści oraz przesyłanie do mnie na priv danych, którymi będę mógł ów list w imieniu nas wszystkich podpisać. Chodzi o imię i nazwisko, miejscowość zamieszkania (dobrze by było zebrać podpisy osób mieszkających w różnych miejscowościach) i posiadane kategorie prawa jazdy.

List otwarty:

Szanowna Pani Poseł,
W związku z faktem, że kieruje Pani parlamentarną grupą ds. rozwoju komunikacji i turystyki rowerowej mamy przyjemność właśnie Pani przedstawić naszą propozycję nowelizacji Ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym.

Jako kierujący z wieloletnim doświadczeniem zarówno w ruchu rowerowym jak i samochodowym, tak w miejskim jak i pozamiejskim, tak lokalnym jak i dalekobieżnym mieliśmy okazję wielokrotnie obserwować opłakany stan dróg dla rowerów w Polsce. Mimo iż wciąż powstają nowe, to jednak w większości są one źle pomyślane bądź wykonane. Rowerzysta na takiej drodze jest narażony na ciągłe zagrożenie ze strony pieszych, którzy lekceważą przepisy Art. 11 ust. 4 Ustawy, zmuszony wskakiwać na krawężniki i "telepać się" po nierówno położonej kostce, zjeżdżać na jezdnię tuż przed skrzyżowaniem, ponieważ w danym miejscu droga dla rowerów niespodziewanie się kończy (wykonanie przejazdu dla rowerzystów okazało się niemożliwe? nazbyt kosztowne?), uskakiwać przed nierespektującym pierwszeństwa rowerzysty pojazdem samochodowym i wreszcie omijać permanentnie parkujące na drogach dla rowerów samochody (dla ilustracji tego ostatniego utrudnienia dysponujemy obszerną dokumentacją fotograficzną - kilkaset zdjęć - którą na życzenie możemy udostępnić). Zdajemy sobie sprawę, że poza nami istnieje wiele osób, które preferują jazdę nawet po kiepskich drogach rowerowych, ponieważ czują się na nich bezpieczniej niż na jezdni. Szanujemy preferencje tych osób!

Chcielibyśmy jednak, aby i nasze uszanowano i niniejszym zaznaczyć istnienie licznej rzeszy rowerzystów, którzy - podobnie jak my - nie czują potrzeby korzystania ze złych dróg rowerowych, a na jezdni - jako doświadczeni kierujący z uprawnieniami - czują się bezpieczniej niż na drodze dla rowerów - marnej jakości i zatłoczonej pieszymi oraz parkującymi. W związku z tym chcielibyśmy zaproponować zmianę zapisu Art. 33 ust. 1 Ustawy, która umożliwiałaby odpowiednio przygotowanym do tego rowerzystom (o czym poniżej) wybór pomiędzy jazdą drogą dla rowerów a jazdą jezdnią, o ile na tej ostatniej nie obowiazuje zakaz ruchu rowerów. Proponowane brzmienie zapisu Art. 33 ust. 1 jest następujące:

"Kierujący rowerem jednośladowym jest obowiązany korzystać z drogi dla rowerów lub z drogi dla rowerów i pieszych. Przepis zdania poprzedzającego nie dotyczy kierującego rowerem, o ile on posiada prawo jazdy dowolnej kategorii oraz wykupił dobrowolne ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej posiadacza roweru za szkody powstałe w związku z ruchem tego roweru. Kierujący rowerem, korzystając z drogi dla rowerów i pieszych, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustępować miejsca pieszym."

Wierzymy, że Pani zaangażowanie w inicjatywy sprzyjające rozwojowi komunikacji rowerowej pozwoli Jej docenić wagę takiej nowelizacji dla licznej grupy rowerzystów, którą reprezentujemy oraz przekonać się, iż zmiana taka nie spowoduje żadnego dodatkowego zagrożenia w ruchu drogowym na jezdniach, ponieważ rowerzysci uprawnieni do jazdy jezdnią będą osobami zarówno umiejącymi się odpowiednio zachować w ruchu drogowym (posiadaczmi prawa jazdy) jak i ubezpieczonymi od ewentualnych szkód, które mimo to mogłyby spowodować.

Z nieustającym zainteresowaniem będziemy śledzić Pani działania na rzecz poprawy warunków komunikacji rowerowej w Polsce i życząc jej dalszych sukcesów pozostajemy

z poważaniem,
(-) podpisy

Od kilku lat mielemy ozorami w tej sprawie (Staahoo? To już blisko dwa lata będzie, jakeśmy temat wspólnie na Zgierskiej nadgryźli, co? ;) ), a tymczasem widać, że wreszcie jest szansa (może niewielka, ale jednak chyba niezerowa) coś załatwić. Działajmy!

Zakaz ruchu rowerów, nie dotyczy rowerów

Apdejt: Akcja się rozrasta.

wtorek, 25 sierpnia 2009
Padł rekord roczny

Wczoraj miałem przyjemność przekroczyć magiczną dla mnie granicę 16.033 km, która dotąd była moim rekordem rocznego przebiegu. Szybko poszło! ;) Teraz mogę więc oficjalnie ogłosić swoje plany, które wcześniej były tylko marzeniem: w 2009 roku zamierzam przejechać 20.009 km ;) Potem na emeryturę ;)

Jeszcze mała impresja z ubiegłotygodniowej wycieczki na Górę Kamieńsk, a mianowicie Dziura.

KWB Bełchatów

Krawędź Dziury leży na wysokości ok. 200 m npm, tymczasem dno - wg Google Earth na wysokości 20 m. Prawdopodobnie obecnie już głębiej. Niedługo się dokopią do morza! :o Szkoda że nie można sobie zrobić podjazdu z dna Dziury na szczyt Góry Kamieńsk ;)

KWB Bełchatów
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20
ZaliczGmine.pl button stats bikestats.pl Moje tegoroczne wycieczki Moje zeszłoroczne wycieczki