tutaj znajdzie się to, co nie może aspirować do miana wypraw, a mimo to jest warte mszy. oraz nowości.
Blog > Komentarze do wpisu
Od zmierzchu do świtu

...czyli Nocna Masakra ;) w najdłuższą noc roku.

Chyba ze dwa lata temu zaświtał mi pomysł, żeby przejeździć najdłuższą noc w roku rowerem. Wszelako - o ile pamiętam - wówczas przyszedł mi on głowy już po świętach, a więc po ptokach ;) W zeszłym roku tak wyszło, ze nie miałem z kim jechać, a samemu w nocy jakoś łyso. Wreszcie w tym znalazł się Godny Towarzysz, więc ruszyliśmy :)

Przygotowani byliśmy na mróz, ostatnia niedzielna wycieczka przy -13 ujawniła braki w ekwipunku, więc przed świętami kupiłem rozmrażacz do szyb (żeby odmrażać napęd), pożyczyłem łapawice (żeby do środka wsadzić chemiczne ogrzewacze) i nakupiłem wysokokalorycznego żarcia (bo wyglądało na to, że przy mocno ujemnych temperaturach organizm pochłania coś z 400 kcal na godzinę (!). Mróz jednak zawiódł, a zamiast tego na święta przyszła odwilż. Szczerze mówiąc, w to nam graj! Kiedy o 15:30 spotkaliśmy się na Placu Wolności było 12'C. Właściwie chłodnawy sierpniowy wieczór w okolicach godziny 20 mógłby wyglądać tak samo...

Przed startem

Start o 15:36, dokładnie o zachodzie słońca (wg Google). Prognoza mówiła, że w nocy temperatura ma spaść do +2 stopni i ma wiać silny zachodni wiatr. Póki co jednak jest prawie cisza. Uderzamy więc na zachód, żeby potem polecieć z wiatrem. Na pierwszy ogień: Koło.

Pomykamy w ciemnościach przez Lutomiersk, Puczniew, Mianów. Tam zgubiłem część panelu od sigmy - usłyszałem, jak upada na ziemię, ale nie byliśmy w stanie znaleźć w ciemnościach. Swoją drogą zabawny widok: dwóch facetów w kamizelkach odblaskowych, w czołówkach i z dodatkowymi lampkami w rękach idzie powolutku szosą gapiąc się w asfalt: "Wiesiu, uważaj, tu jest trudny moment! Nie wywróć się!" ;) Około piętnastominutowe poszukiwania nic jednak - jako się rzekło - nie dały i ruszyliśmy dalej.

Postój w Mianowie
Nie wszystko rower, co się świeci ;)

Kałów, Góra Bałdrzychowska, Porczyny, Uniejów (tu już zaczęło naprawdę solidnie wiać), Chełmno i aż doKoła ;) Stąd miała być idylla: krajową "dwójką" prościutko na wschód...

Postój w Kole

A oto, jak wiało z zachodu:

Postój w Kole

I faktycznie, ruszyliśmy z Koła o 21:30 i leciało się bajecznie. Do Krośniewic nie schodziliśmy poniżej 30 km/h. Na skrzyżowaniu z krajową "jedynką" okazało się, że całość została gruntownie przebudowana i Krośniewice zyskały północną i zachodnią obwodnicę. Nareszcie skrzyżowanie dwóch najgłówniejszych dróg w Polsce jest bezkolizyjne :) Trochę co prawda z tego powodu nadrobiliśmy, ale warto było :)

Dalej nadal dobrze się leciało, aż do Łowicza, ale we znaki dało się już zmęczenie - minęło 9 godzin w trasie i zbliżaliśmy się do granicy 200 km. Prędkość spadła, ale wciąż utrzymywała się w okolicach 27 km/h. W sumie na odcinku od Koła do Łowicza średnią wywindowaliśmy z 23,5 na 25,5 :)

W mieście dłuższy postój na stacji benzynowej - kanapki, toaleta, rozgrzanie (zrobiły się zaledwie 3 stopnie) i takie tam ;) Okazało się, że Pan Sprzedawca ze stacji jest sakwiarzem i w bodaj w zeszłym roku wybrał się z Domaniewic (koło Łowicza) do Rzymu :) czas leciał szybko na miłej pogawędce, ale trzeba było ruszać dalej.

Po dwóch kilometrach zawracamy - Daniel zostawił na stacji portfel! Zguba tym razem jednak się znalazła i znów lecimy (już przy raczej bocznym wietrze) na Nieborów. Siły powoli uchodzą - mamy w nogach 220 km i zaczynamy się zastanawiać nad tym, jak daleko jeszcze do łóżka. Zbliża się godzina 3 nad ranem... W Skierniewicach robi się paskudna nawierzchnia i pod wiatr. Tempo spada błyskawicznie - z ok. 25 do ok. 15. Ten powrót będzie masakrą... Nie muszę dodawać, że kompletnie nam się odechciało fotografować...

Do Jeżowa chcieliśmy (no dobra, ja chciałem :p) dotrzeć skrótem przez Gzów (raz już tamtędy jechałem), ale skrót okazał się długawy (choć mniej-więcej zgodny z mapą) i w sumie nie wiem, czy zamiast zaoszczędzić kilometr aby z pół nie nadłożyliśmy. Poza tym nawierzchnia była na nim kiepska, a w nocy - nawet jak się ma dwie dobre lampki i jedzie obok siebie - to jednak jest to problem. No, ale wreszcie Jeżów. Odpoczywamy pod kościołem, ale krótko, bo zimno przy tym zmęczeniu już daje się we znaki. Po raz pierwszy zakładam na postoju puchówkę. Teraz już tylko pod wiatr...

Postój w Jeżowie

Odcinek do Brzezin ciągnie się niemiłosiernie. Pagórki i coraz okropniejszy wmordęwind. Jak na zbawienie czekamy na kolejne punkty orientacyjne: zjazd do lasu, potem olbrzymi silos po prawej, przejazd kolejowy, następny (tym razem ostry - do 6% - zjazd), kolejny las i już "zajebiście długa wieś" przed Brzezinami, czyli Przecław. Wleczemy się jak krew z nosa, cały czas leciutko pod górę, ale niestety nie na tyle, żeby osłoniło od wiatru, który dochodzi już - tak na oko - chyba do 8 m/s! Rzeźnia!

W Brzezinach zatrzymujemy się na czynnej - na szczęście! - stacji benzynowej. Wciągamy po kanapce, pijemy gorącą herbatę i cholernie niemrawo ruszamy dalej. Zaczyna świtać... Po chwili prawie załamuje nas drogowskaz "Łódź: 19 km" - ja pierdziu, pod taki wiatr to będzie jeszcze z półtorej godziny!! I rzeczywiście tyle jechaliśmy - ze stacji wyruszyliśmy punkt siódma, a na Placu Wolności jesteśmy o 8:30, czyli 41 minut po czasie (wschód słońca był o 7:49). No, ale jesteśmy!! Pamiątkowa fotka z sylwestrową estradą na Kościuszce, wzajemne podziękowania i każdy leci do siebie.

Zakończenie imprezy na Pl. Wolności

300 km stuknęło mi tuż przed placem, więc plan zrealizowany. Do domu docieram absolutnie wypluty. Patrzę na średnią: od Skierniewic spadła z 25,5 do 23. W sumie i tak nieźle. Potem wyliczyłem, że ostatnie 75 km jechaliśmy ze średnią 16,3. Po tempie spodziewałem się raczej ok. 14...

Nic to, udało się! Najdłuższa noc w roku przerowerowana! Trzysetka w grudniu (i zarazem druga w moim życiu zimowa, a raptem piąta w ogóle - zaś dla Daniela to w ogóle debiut na takim dystansie i rekord życiowy) zrealizowana! Hurra! No i spać...

Dla dociekliwych, oczywiście, statystyki.

poniedziałek, 28 grudnia 2009, aard

Polecane wpisy

  • Wieniec kończy dzieło*

    Ogłaszam oficjalnie, że przestało mi się chcieć prowadzić ten blog :P Może czasem coś będzie, a może nie ;) Poza tym, jako człowiek z gminu, ostatnio popełniłem

  • Grudnie Reymontowskie ;)

    No to nieźle dzisiaj z Danielem pojechaliśmy! Miała być lajtowa wycieczka, a wyszedł niezły hardkor ;) No bo tak: w takiej scenerii i przy minus 13 stopniach j

  • ROAD (Ruch Obywatelski Akcja Demokratyczna ;)

    W związku z tym niusem , a także z tym , tym , tym i wieloma innymi oraz z faktem, że nadarza się okazja nie lada, że ktoś chce znowelizować kodeks drogowy z m

Komentarze
lavinka
2009/12/28 11:13:31
Nie dość,że wariat to jeszcze innych zaraża ;)))
-
lea
2009/12/28 18:30:41
Chyba nie do końca zaraża, bo naga klata tylko jedna. swoją drogą: ładna naga klata :)
-
meteor2017
2009/12/28 19:22:21
Eee... co to za UFO nad placem? ;-?
-
2009/12/28 19:28:34
to są Sylwestrowe Insurektory Kościuszkowskie.
-
staahoo
2009/12/30 11:06:22
No, gorący cykliści. Dobra jazda !

@meteor2017---Obywatelowi Tadziowi K. zasłonili oczy, bo wiesz, jeszcze staruch mógłby Dodzie w stringi zaglądać, albo się w ogolności ślinić na scenę i światowej sławy artystkę ;-)Z
Zwyczajny wstyd z tą kościuszkowską szopką.
-
slavkosnip
2010/01/02 21:49:14
No takie jazdy robią wrażenie! wszystkiego najlepszego w nowym roku i kolejnych rekordów!
-
slavkosnip
2010/01/15 08:20:40
Czyżby to była ostatnia wyprawa tej zimy jak dotad?
-
aard
2010/01/15 10:04:41
Slavko, to nie była wyprawa :)
Ale nie, wycieczka to też nie była ostatnia, po prostu nie każda jest warta wpisu na blogu. Ale wszystkie mozna w skrócie przesledzić tutaj: aard.bikestats.pl
ZaliczGmine.pl button stats bikestats.pl Moje tegoroczne wycieczki Moje zeszłoroczne wycieczki