|
Blog > Komentarze do wpisu
Skąd Litwini wracali?
Z trzydniowej wracali wycieczki! ;) Bo oto nazajutrz było Wilno. Miasto ładne, miasto pagórkowate. Klimatem łączące wschód z zachodem. Mało w nim paskudnych komunistycznych pozostałości, za to sporo zabytkowych (choć nieco zaniedbanych) kamieniczek, kościołów. Poza tym Ostra Brama, ładny cmentarz na wzgórzu i atmosfera jednej wielkiej imprezy (co drugi róg w centrum grał jakiś band albo didżej na żywo. Ciekawe, co to za okazja - nie chce mi się guglać, ale wyglądało na to, jakby 2 maja był jakimś ichnim świętem :) ![]() ![]() ![]() Pod miastem był ciekawy pomnik psa... ![]() ... a niedaleko człowiek jadący na psie, czyli jeździec apokaliPSY ;) ![]() Ponieważ robiło już się późno, więc wzięliśmy dupy w Troki i pojechalilśmy do Troków ;) Jest to urocze miasteczko położone na cyplu między dwoma jeziorami z zamkiem na wyspie. Tamże spotkaliśmy bardzo ciekawą osobistość. Pana, który piechotą wędruje z wózkiem ze Szczecina do Wilna. ![]() Pan Ryszard śpi na dziko, myje się w rzekach i jeziorach, i z nich czerpie wodę do picia. Spotkawszy nas, miał już przebyte ponad 1000 km w miesiąc i za trzy dni planował kończyć trasę pod ambasadą polską w Wilnie. Miło było spotkać kogoś tak niezwykłego! :) Nocleg wypadł nam kilkanaście kilometrów za Trokami pod wsią Grendave. Nazajutrz - po czterech dniach mniej lub bardziej uporczywej walki z wiatrem mieliśmy wreszcie mieć go w plecy... ![]() Ale oczywiście następnego dnia wiatr... się odwrócił! I chociaż słabo, wiał teraz z południowego zachodu. No cóż za pech, no! W związku z tym, cicho jak cienie pomknęlismy ku polskiej granicy. Właściwie to by się zgadzało - jeden rowerzysta, ale cienie cztery... ;) ![]() Wbrew obawom szło nam dobrze i na czas bylismy w Augustowie, skąd chłopaki mieli pociąg powrotny do Białegostoku, ja zaś popedałowałem do Grajewa, by przenocować w znajomej już z drogi w tamtą stronę kwaterze. Kolejnego dnia miał nastąpić powrót rowerem do Łodzi, ale szósty dzień z rzędu walki z wiatrem okazał się być ponad moje siły psychiczne i tak oto w Ostrołęce wymiękłem i wsiadłem w pociąg. Z przesiadką w Tłuszczu i Warszawie Wileńskiej datarłem wreszcie po godz. 18 na Łódź Fabryczną i tak oto zakończył się bardzo udany wypad na Litwę. Statystyki: PS. A już po kilku dniach Toosh miał gotowy film! :) poniedziałek, 11 maja 2009, aard
Komentarze
lavinka
2009/05/11 18:14:11
A z tym panem po drodze, to wy jakaś nie rodzina albo znajomi z wojska? ;)))
2009/05/11 22:16:44
Ten pan ze Szczecina bardzo fajny, szczególnie że pije wode z jeziora i śpi gdzie popadnie, z tym piciem wody z jeziora to ja bym na jego miejscu uwazał, no chyba że wozi czajnik bezprzewodowy i sobie gotuje:-) Czyli rowerzystów faktycznie na litewskich drogach nie ma (jestes kolejną juz osobą która to zauważyła), ale za to są motocykliści. Tym ostatnim zawsze zazdroszczę tego że wiatr nie jest im żadną przeszkodą. Nie to co nam cyklistom.
2009/05/12 23:49:41
Kiedy z kolegami kręciłem do Wilna to po drodze dwukrotnie spotkalismy tamecznych szosowców, grupa jak ci ze Strykowskiej.
Aard, byliście tylko w "starym" Wilnie, czy też wpadliście do innych dzielnic? 2009/05/13 09:16:22
Najpierw, niemal nieświadomie, przelecieliśmy przez prawie całe miasto ekspresówką. Potem byliśmy na jakimś wzgórzu z panoramą, potem się szwendaliśmy po centrum, a na koniec Ostra Brama i Cmentarz.
|
![]() |