|
Blog > Komentarze do wpisu
Litwo, obczyzno moja!
Po sportowo-wyczynowym dojechaniu nad Wigry i zaliczeniu rekordu dystansu dziennego pora była zacząć się rozkoszować rekreacyjną stroną wyjazdu. Pora była się też spotkać z ekipą. ![]() Eklipę przywiózł spóźniony pociąg z Białegostoku i po szybkim zapoznaniu się podążylismy w kiedunku Budziska i litewskiej granicy. ![]() ![]() Tego dnia wiało w pysk chyba jeszcze gorzej niż wczoraj. Wiatr był zimny (podczas gdy wczoraj był upał), porywisty i silny. Naprawdę dziękowałem losowi, że dziś już mam przy sobie Ekipę, gdyż jadąc sam, chyba bym się zwyczajnie poddał. Tymczasem w piątkę posuwaliśmy się naprzód dość sprawnie, pracując zgodnie przy walce z wiatrem i stanowiąc naprawdę zgraną grupę. ![]() Przy okazji chciałbym przekazać słowa uznania dla litewskich kierowców. Mimo że jadąc klasycznym wachlarzem niejednokroć zajmowaliśmy całą szerokość pasa na zwykłej jezdni, to jednak nikt na nas nie trąbił! Każdy doganiający ciepliwie czekał na możliwość wyprzedzenia naszego peletoniku dokładnie tak, jakbyśmy byli - nie przymierzając - traktorem, który nie może zamienić się na zawołanie w węża ;) Tak walcząc z przeciwnościami dotarliśmy do Kowna. Miasto samo w sobie nie rzuca na kolana i przyznam, że byłem nieco rozczarowany. Jedyną godną uwagi budowlą było coś, co nazwano zamkiem, a tak naprawdę nie wiadomo było, co to ;) ![]() Po przebiciu się przez miasto zrobiło się późno, więc podążyliśmy w stronę miejsca zaplanowanego noclegu. Miejsce znajdowało się gdzieś w 1/3 drogi do Wilna i było miejscem dzikim. Po niezbyt długich poszukiwaniach w bok od szosy udało nam się namierzyć niezłą miejscówkę, ale po chwili przyszedł jakiś miejscowy i zaczął coś niezrozumiale marudzić. Wynieśliśmy się więc. Kolejna próba (na obrzeżach sadu w pobliżu miejscowości Žiežmariai) była już udana i noc spędziliśmy kulturalnie, choć nieco marznąc. ![]() Ciąg dalszy nastąpi... sobota, 09 maja 2009, aard
Komentarze
meteor2017
2009/05/09 23:50:28
Pomarudziłby po angielsku, albo w jakimś esperanto wzmocnionym rekwizytem typu siekiera toby wiadomo było o co cho... i adrenalinka by podskoczyła ;-)
2009/05/10 08:28:31
choć kierunek zupełnie nie ten - może to był przykład na tzw. 'austriackie gadanie'? :)
2009/05/10 14:24:51
Przyłączam się do gratulacji dla litewskich kierowców. U nas chamstwo nawet wśród pieszych. Jadę wczoraj z Powsina do Kabat i wzdłuż mnie sznur samochodów,wielkie kolumbryny jak to Kabaty. Z przodu idzie po jezdni dwoje pieszych, facet z dziewczyną(facet koło 40tki,żaden tam gówniarz). Idą i ani myślą zejść na pobocze. A ja nie mogę odbić i ich minąć bo bym się władowała pod samochód. Wreszcie dziewczyna w ostatniej chwili zeszła a facet niemal mnie ręką zawadził i jeszcze pyskował mi zza pleców.
Kocham mój kraj,ale nie znoszę jego mieszkańców ;) 2009/05/10 21:25:20
Z litewskimi kierowcami tirów to róznie bywa, sam kiedyś widziałem pod augustowem dwóch co się ścigali ze sobą i o mały włos nie doprowadzili do zderzenia czołowego z osobowym. Drogą do przejscia w budzisku jechałem nieraz z Suwałk na różnych rowerach i na tej drodze właśnie oswajałem się z towarzystwem tirów, czyli z tym, z czym każdy turysta rowerowy musi się koniecznie oswoić, jeżeli chce podróżować po naszym pięknym kraju. Oj, zatęskniłem za suwalszczyzną, na którą od 1993 d0 2001 roku jeździłem co roku, nawet czasem 2 razy w ciągu roku i nie zawsze z rowerem. A nie baliście się spać pod namiotem na Litwie. Różne opowiesci o Litwie słyszałem od ludzi którzy tam jeździli, m.in. że nikt nie jeździ tam na rowerze. Prawda to?
2009/05/10 23:12:31
A wiesz, że prawda? Zapomniałem jakoś o tym wspomnieć w relacji, ale faktycznie: przez trzy dni spotkaliśmy (jeśli mnie pamięć nie myli) słownie dwoje rowerzystów. Oboje kolarze, oboje na treningu (choć każde z nich gdzie indziej i innego dnia. Sakwiarzy rzecz jasna zero, ale to i u nas nie tak często się trafia (acz coraz częściej), ale nawet "wioskowych rowerzystów" nie było, a i w mieście nie zauważyłem (choć jak teraz o tym myślę, to wydaje mi się niemożliwe, żebyśmy w miastach nie spotkali nikogo na rowerze). W każdym razie jest to tam ewidentnie skrajnie niepopularna rozrywka ;)
A co do litewskich TIRów, to faktycznie - w Polsce parokroć widziałem, jak brawurowo jeżdżą. A u nich ani razu. Fakt, ze z TIRami mieliśmy do czynienia tylko na dwupasmówce Wilno-Kowno, a tam jechaliśmy grzecznie poboczem... 2009/05/11 09:55:41
Z tymi drogami to wcale nie jest tak różowo. Owszem, główne są często świetne, a prawie zawsze dobre (za wyjątkiem odcinków własnie zdartych do remontu). Ale tych głównych to oni mają może z pięć, więc spodziewałbym się, że wszystkie będą idealne, a jednak nie są. Natomiast boczne (żółte) mają nawierzchnię taką lub nieco lepszą niż u nas. Zaś białe (u nas coraz lepsze i właściwie idealne dla rowerzystów) są w lwiej części... szutrowe. Szuter grubo ciosany i choć dobrze ubity, to jednak się po nim "pływa", zwłaszcza na nieterenowych oponach. No i strasznie pylący.
A zatem, szczerze mówiąc, litewskimi drogami się rozczarowałem. |
![]() |