tutaj znajdzie się to, co nie może aspirować do miana wypraw, a mimo to jest warte mszy. oraz nowości.
Blog > Komentarze do wpisu
Rekord out of the blue

Miała być ambitna wycieczka okrężną drogą do Włocławka i powrót pociągiem. Taka była idea Wilka i tak miała być realizowana. Z czasem przyszła refleksja, żeby zamiast płacić za pociąg powrotny, zapłacić za nocleg w schronisku PTSM, a wrócić nazajutrz rowerem. Z takim planem pojechałem na spotkanie Wilka (stanęła umowa: o 13:00 w Sannikach).

Po chwili (6,5 km po mieście) już wracałem. Nawaliło mi siodełko! :o W domu szybka wymiana na to z Authora i znów w drogę. Finalnie wyjechałem o godz. 8:30 - dokładnie godzinę później niż planowałem...

Do Sannik jechało się nie za fajnie, bo wiało w twarz (wprawdzie lekko, ale jak to zwykle bywa - upierdliwie) i była mżawka - od Strykowa urozmaicana niekiedy śniegiem. A wszystko to w sobotę, ośle!

Drogowskaz; Piątek koźle

W związku z tym po pierwszej setce i spotkaniu Wilka w Sannikach (gdzie spóźniłem się o 10 minut, Michał zaś czekał niemal godzinę! :o) nastrój miałem niezbyt bojowy. Na dodatek podczas jedzenia na przystanku (brak baru w całym miasteczku!) koszmarnie zmarzłem. Nie pomogło nawet siedem borówek.

Drogowskaz; 7 Borówek

Ale cóż to jednak znaczy dobre towarzystwo (a może zmiana kierunku i chwilowy koniec walki z wiatrem? A może pełny żołądek? A zapewne wszystkie te kwestie naraz ;) - po kilku kilometrach i rozgrzaniu się, odżyłem.

Stary most w Płocku

Ciągnęliśmy z Wilkiem równo aż do Płocka, tutaj zatrzymaliśmy się na zdjęcia pod katedrą oraz kawę/herbatę w pobliskiej pizzerii. Do Włocławka pozostawało 60 km i zbliżała się godz. 16.

Na Starym Miescie w Płocku
Na Starym Miescie w Płocku

Na pierwszym odcinku wiatr trochę przeszkadzał, bo zrobił się jakby północno-zachodni, ale za to po pierwsze przestało padać, a po drugie przed Dobrzyniem wykręciliśmy nieco na południo-zachód i było już git, i jechało się naprawdę przyjemnie z wiatrem z tyło-boku. Na tamę Jeziora Włocławskiego zjechaliśmy krótko po zmroku (piękny zjazd - prędkość maksymalna trasy - tak szybko po ciemku jeszcze na pewno nie jechałem! ;)

Przez miasto przeprowadził nas GPS i już jesteśmy na dworcu. Podziękowaliśmy sobie za świetną wycieczkę, Wilk wsiadł do pociągu do Wawy i tyle go widziałem ;) Ja zaś po konsultacji z domem w sprawie prognozy na jutro i decyzji, że warto zostać, pojechałem na ul. Mechaników do znajomego schroniska PTSM. Po drodze stuknęło mi 215 km trasy.

Michał Wolff

W schronisku pan recepcjonista był miły, ale stanowczy: miejsc brak. Mogę jechać do drugiego schroniska na ul. Łęgską.
- A tam będą miejsca?
- Bęęędą.
No to pojechałem. Okazało się, że jest to po drugiej stronie miasta i że przejeżdżaliśmy pod tym schroniskiem, jadąc na dworzec. Może gdybym o tym był wiedział, wstąpiłbym zapytać o miejsca... a tak, to miejsc brak!! Są jakieś zawody koszykarskie i schronisko jest pełne zorganizowanych grup. Pani jednak przejęła się moim losem i zaczęła dzwonić po znajomych pensjonacikach z cenami podobnymi do schroniskowych (to PTSM kosztuje już 30 zł?!) w sprawie miejsc.

Ona dzwoniła, a we mnie kiełkowała decyzja... Skoro we Włocławku mnie nie chcą, a ja mam i tak z samego rana jechać do Łodzi "jedynką"... to po co czekać do rana? Teraz i ruch będzie mniejszy, i wiatr idealnie w plecy (nazajutrz miał skręcić na północno zachodni - też dobry, ale już nie idealny), i nie pada, no i byłby to rekord...

Pani mi w końcu znalazła miejsce, ale ja - skorzystawszy u niej z możliwości przebiórki w czyste rzeczy (w tym zakupione przedwczoraj w Lidlu pierwsze w moim rzyciu ;) gacie z "pampersem" - uratowały mi tyłek!! ;) - już nawet tam nie pojechałem. Pogrzałem prosto do trasy nr 1 i do domu. Na wylocie z Włocławka była godz. 20:30, a ja miałem przejechane 222 km...

Jedynka sobotnią, bezksiężycową nocą jest drogą dość przyjazną dla rowerzysty (okazało się, że jednak księżycową, jeno zachmurzenie 100% odebrało możliwość dowiedzenia się, że była niemal pełnia - późniejszy przyp. aut.). Po pierwsze, ma szerokie pobocze z rzadka tylko usiane dziurami - mając przyzwoitą lampkę i zachowując czujność, można je omijać nawet kiedy jest się wyprzedzanym. Po wtóre, tych wyprzedających nie było znów tak wielu, ot 2-3 auta na minutę, po trzecie naprawdę wiało mi idealnie w plecy. Mimo ciemności i zmęczenia ciąłem więc równo, sądząc po przełożeniach i kadencji średnio ok. 26-28 km/h (brak podświetlenia licznika pozwala się tylko domyślać osiągów). A momentami zdrowo powyżej 30 i to bynajmniej nie na zjazdach!

Na co trzeba uważać, jadąc tamtędy po ciemku? Na przystanki PKS - wcinają się one w pobocze krawężnikiem i grubo ciosaną kostką - gdyby wpaść przy pełnej prędkości na taki krawężnik, to raz, że wywrotka, a dwa - pęknięta obręcz. Na szczęście jakoś widać te przystanki z daleka (jako ciemniejszą plamę wśród ciemności :p). Trzeba też baczyć, którą stację benzynową wybiera się na postój (więcej niż siku w szczerym polu grozi wymarznięciem, trzeba było robić postoje w cieple). Otóż niektóre z nich są imprezowniami dla miejscowej - niezbyt wysokich lotów - młodzieży. Ja trafiłem na taką jedną. Przetrwałem, nawet nie było groźnie, ale na pewno mniej przyjemnie niż na szosie :p

Tuż za Krośniewicami znów zaczęło padać. Początkowo to zignorowałem, ale kiedy minąłem Łęczycę, a śnieg z deszczem nie ustawał, postanowiłem jednak założyć kurtkę :p Oczywiście do tego momentu byłem już przemoczony, ale od czegóż jeszcze jedna czysta kolarska koszulka na zmianę? :) To był chyba najdłuższy popas w drodze powrotnej - grzałem się na stacji z pół godziny, a koło mnie dwóch wioskowych panów w tym czasie wywaliło ponad 200 zł na jednorękiego bandytę...

Wreszcie, tuż po północy, znów jechałem. Przez chwilę nawet nie padało i już zaczynałem żałować swojej przebiórki, kiedy sypnęło zdrowiej. W Ozorkowie padł rekord życiowy (stuknęło 304 km), a kurtka była idealnie mokra (oczywiście z zewnątrz - trzeba czegoś więcej niż siąpienia, żeby przemoczyć goretex ;) Spodnie (jak najbardziej przemakalne) oczywiście też. Ale że to syntetyczne skiny z długą nogawką, więc wciąż grzały. O dziwo buty przemiękły mi ostatecznie dopiero na rogatkach Zgierza :p

Ale wtedy to już było mi wszystko jedno i ciąłem do domu. Choć może to nie najtrafniejsze określenie. Z powodu zmęczenia tempo nieco jednak siadło i kończyłem z prędkościami rzędu 21-23 km/h. Przez całą Łódź śmignąłem z zaledwie jednym postojem na światłach - nic dziwnego, była godzina druga w nocy. Przejeżdżając obok "mojego" parku, pozwoliłem sobie na głośny okrzyk radości. Jeszcze rundka honorowa wokół bloku (żeby stuknęło 333 :p) i już ściągałem z siebie mokre ciuchy. SMS że "wszystko w porządku i że ŁAŁ! do Transatlantyka, który jako jedyny wiedział o mojej nocnej jeździe, szybki wpis na BS i spaaaać...

A tak wyglądał rekordzista (333,16 km), kiedy jeszcze nie wiedział, co go czeka ;)

Na Starym Miescie w Płocku

PS. Sam widzę, że zdjęcia szaro-bure i do niczego. Ale to jednak jakaś dokumentacja ;)

poniedziałek, 09 marca 2009, aard

Polecane wpisy

  • Wieniec kończy dzieło*

    Ogłaszam oficjalnie, że przestało mi się chcieć prowadzić ten blog :P Może czasem coś będzie, a może nie ;) Poza tym, jako człowiek z gminu, ostatnio popełniłem

  • Płońsk, Płońsk, Płońsk parlamencie!

    Pierwszy wypad (--> trasa z przynajmniej jednym noclegiem poza domem) w tym roku odbył się w ostatni weekend stycznia. Koszystając z niezłej pogody wsiedliśm

  • Od zmierzchu do świtu

    ...czyli Nocna Masakra ;) w najdłuższą noc roku. Chyba ze dwa lata temu zaświtał mi pomysł, żeby przejeździć najdłuższą noc w roku rowerem. Wszelako - o ile pam

Komentarze
2009/03/09 09:28:31
Graty!
-
2009/03/09 09:29:22
A czemu nie 333,33, a?
-
aard
2009/03/09 10:15:40
Dzięki. Właśnie dlatego :)
-
meteor2017
2009/03/09 11:39:14
O, to ja w sobotę też wyrobiłem rekord - najdłuższa trasa w tym roku ;-P dokładnie pięć razy mniej niż Ty, ale za to więcej wertepów i piachów :-)

Aż strach się bać, ile wykręcisz w sezonie, przy idealnej pogodzie.
-
2009/03/09 12:15:14
No teraz to mnie zaimponowałeś. Będę się Tobą lansować :)
-
2009/03/09 19:51:26
el kondor: Jestem aardzie pod jak najbardziej autentycznym wrażeniem twoich wyczynów! Mówię szczerze. Chylę czoła. Imponująca trasa, a to, że zrobiłeś ją w taką aurę, jaka była(przynajmniej w Łodzi) w sobotę i przez pół niedzieli to NAPRAWDE WZBUDZA PODZIW. Ja też też w zeszłe lato byłem 3 razy rowerem we Włocławku i wracałem pociągiem, a noclegu w obydwu PTSMach też nie uswiadczyłem. Mam do ciebie pytanie: jak jechałeś odcinek od Włocławka do Kowala? Tam jest droga rowerowa i zakaz jazdy rowerem na tym odcinku jedynki, tylko ze droga rowerowa biegnie w lesie i w nocy tam musi być totalna ciemnosć.
-
staahoo
2009/03/09 21:26:34
Wypowiem się krótko, ale treściwie: -Toż to był Mały Pikuś !
Grabula!
:-)
-
aard
2009/03/09 22:39:45
No, słowa Staahaa są dowodem najwyższego uznania. Jestem wzruszony. Chlip ;)
Kondorze, nie miałem pojęcia, że tam jest jakaś ścieżka :p
Ale gdybym nawet wiedział, że jest, to i tak - bądź pewien - bym ją olał :D
-
meteor2017
2009/03/11 11:29:49
Jeśli dróżka jest w pewnym oddaleniu od drogi i nie oślepiają samochody, to pewnie jedzie się lepiej niż drogą, wystarczy mogna lampka (na refelektory z naprzeciwka, zwłaszcza dopóki zmienią z długich, to niestety nie ma rady).
-
staahoo
2009/03/11 21:20:45
Meteorze, ja tą dróżką pewnego razu telepałem się za dnia słonecznego i to tylko dlatego, że policja przyglądała się drodze nr1. Dróżka jest pokrętna i pełno drzew czycha na niej, ale nocą jazda może podnosić poziom adrenaliny, aż do przelania się :)
Prawdę powiedziawszy to nic nie szkodzi, aby ta dróżka tam była ponieważ zroweryzowane i odsztyftowane weekendowo stadła zmierzają nią z Włocławka do przydrożnej grillowni zlokalizowanej przy skręcie na Warząchewkę. Tylko na litość boską po co jednocześnie zakaz jazdy asfaltem dla tych co tranzytem pedałują, a nie wyżerkę? Przez Włocławek prowadzi droga rowerowa, która w większości jest porażką podobnie jak i asfalt szosy (chyba,że się coś zmieniło ostatnimi czasy). Ten fabryczny odcinek, mimo zakazu pokonywałem szosą bo było nieco równiej, a kolejny patrol policji, na mój widok wystawił oblicza do tarczy słonecznej. Ludzkie policmajstry, chyba pojęli moja mękę ;)
-
2009/03/11 22:10:12
Staahoo, zgadzam się z toba w całej rozciągłosci - droga rowerowa przez włocławek to po prostu horror i 100 razy lepiej by było gdyby jej tam nie było. Cały problem polega na zapisie w kodeksie polskim o tym ze rowerzysta jest zobowiązany do jazdy drogą rowerowa. To powinno być opcjonalne- kto na kiełbaski i pewnie na piwko albo kto na przejażdżkę z dziećmi, ten niech jedzie ścieżką, a ci co tranzytem szosą. Na miłość boską dlaczego skuterem który ma blokadę i rozwija maks.45 kmh mozna jechać szosą, a np. kolarką, na której wielu na prostej wykręca grubo ponad 50 mkh nie mozna? To jest zasadnicze pytanie bo kategoria "rower' jest bardzo szeroka, a prawodawca tego nie rozróżnia i tak samo traktuje "prawdziwego cyklistę" jak i mame, babcię lub małe dziecko toczących się 10 km/h.
-
aard
2009/03/11 23:36:30
I tak ad calendas graecas...
Wszyscy się (oprócz Meteora ofc :p) zgadzamy, a zrobić się z tym g... nic nie da :((
-
2009/03/11 23:42:43
Myślę, że każdy rozsądnie myślący człowiek nie ma nic przeciwko wyborowi między ścieżką rowerową a szosą - czyli de facto między zmniejszeniem zagrożenia od strony idiotycznych wozidupów a prędkością. Chodzi jeno o to, by ten wybór był.
-
staahoo
2009/03/12 17:43:06
...i nie zanosi się na to, aby pozostawiono nam wybór. Za rączkę.
-
meteor2017
2009/03/14 20:53:16
Ja się nie zgadzam o tyle, że nie miałem okazji tym jechać. Być może gdybym ją zobaczył, to przyznałbym wam rację... aczkolwiek pewnie potelepałbym się tą dróżką ;-P
ZaliczGmine.pl button stats bikestats.pl Moje tegoroczne wycieczki Moje zeszłoroczne wycieczki